© Celestyna Kubus (2011-08-08 11:07:04, aktualizacja 2011-08-08 11:15:56)
Relacja Celestyny Kubus z Red Bull Hare Scramble 2011 - galeria
Cztery dni niezwykłych emocji, trzy fantastyczne motocyklowe wyprawy na górę Erzberg, trzy nieziemskie imprezy z trzema tysiącami kompletnych motocyklowych świrów i piąte zwycięstwo Tadeusza Błażusiaka - tak w skrócie wyglądało to, co wydarzyło się pod koniec czerwca w Austrii podczas XVII Erzbergrodeo.
Na to wydarzenie czekałyśmy z niecierpliwością kilka miesięcy, z opowiadań znajomych wiedziałyśmy, że dla miłośników enduro nie ma ważniejszej imprezy jak Erzbergrodeo! Rozgrywane na górze Erzberg zawody przyciągają od siedemnastu lat tysiące zawodników chcących zmierzyć się z własnymi słabościami oraz kilkanaście tysięcy kibiców żądnych emocji, walki i niezwykle zaciętej rywalizacji. Do Austrii wybraliśmy się we czworo, poza nami dwóch Piotrków, również motocyklistów. Ekipa warszawska przyjechała po mnie do Łodzi, zapakowani po dach razem z przyczepką z motocyklami. W drogę do Austrii ruszyliśmy z „delikatnym" kilkugodzinnym opóźnieniem, ostatecznie jednak uznaliśmy, że nigdzie nam się nie spieszy ;) Droga minęła bez większych komplikacji, no może poza kontrolą czeskiej Policji spowodowaną złą winietką na przejazd przez terytorium naszych sąsiadów i zużytym wiaderkiem bezpieczników na skutek zwarcia w instalacji świateł przyczepki... Poza tym dojechaliśmy cało i szczęśliwie. Niestety już po drodze towarzyszył nam deszcz, który na miejscu wcale nie ustał. Japonki i szorty to chyba nie jest najlepsza garderoba na taką pogodę, ale nie w takich warunkach przyszło nam sobie radzić.
Dotarliśmy do Eisenerz późnym wieczorem, w miasteczku poza kilkoma motocyklami nie widać było specjalnych tłumów, dopiero przy wjeździe do kopalni zaczęło się robić gęsto i pojawiać coraz więcej ludzi, samochodów i motocykli. Przy wjeździe odebraliśmy nasze przepustki, by móc dostać się na parking przeznaczony dla mediów, a stamtąd do biura prasowego po właściwe już akredytacje i niezbędne wskazówki. Organizator zapewnił wszystko, co niezbędne dla dziennikarzy, czyli bardzo dobrze zorganizowane biuro prasowe. Potwierdzono nam także, że ponieważ zabraliśmy ze sobą swoje motocykle, będziemy mogli pod opieką specjalnych przewodników wjeżdżać na górę Erzberg i z bardzo bliska obserwować rywalizację zawodników! Super! Coraz bardziej zaczyna nam się to podobać i nawet padający deszcz nie jest w stanie popsuć nam humoru.
| Agata Gregorek i Celestyna Kubus na słynnych zawodach Erzbergrodeo 2011. |
 |
|
fot. z archiwum Agaty Gregorek
|
Pierwszego dnia rozegrano zawody Rocket Ride. My postanowiliśmy się jednak rozejrzeć po terenie i zorientować w jego organizacji oraz skorzystać z zapewnionych atrakcji. Późnym wieczorem za to wylądowaliśmy na imprezie Rider's Party, zorganizowanej w gigantycznym namiocie. Było tam kilka tysięcy ludzi, istne szaleństwo!
Dzień drugi - prolog
Podczas drugiego dnia zawodów na górze Erzberg zawodnicy przystąpili do pierwszego prologu. Uzyskanie czasu w pierwszej pięćsetce dawało szanse na start w głównym niedzielnym wyścigu (drugiego dnia prologu można było poprawić czas). Pierwszy zawodnik stanął na starcie o godzinie ósmej rano, ostatni w okolicach osiemnastej. Blisko dwa tysiące zawodników, walczyło w prologu o jak najlepsze czasy. Z naszych rodaków najlepiej wypadł Tadek Błażusiak dojeżdżając na czwartym miejscu, z szóstym czasem dzień zakończył Sebastian Krywult, a tuż za nim był Marcin Frycz. Poza obserwowaniem prologu, tego dnia mieliśmy okazję pojeździć na własną rękę w wyznaczonych strefach oraz przelecieć się helikopterem, co było dla nas niesamowitym przeżyciem. Na godzinę 16 mieliśmy umówionych przewodników, którzy zabrali nas na dwugodzinną przejażdżkę. Dzięki nim zobaczyliśmy kilka naprawdę fajnych miejsc i mieliśmy okazję podjąć się próby pokonania stromych podjazdów, tych samych na których za dwa dni mieli walczyć zawodnicy. Jako jedyny wyzwania podjął się jednak tylko Piotrek i poradził sobie świetnie! Naprawdę byłyśmy z niego dumne.
Przy okazji udało nam się wjechać praktycznie na sam szczyt góry, w miejsce gdzie zlokalizowana była meta prologu. W między czasie na bieżąco obserwowaliśmy zmagania zawodników, gdyż trasy naszych przejazdów nierzadko się krzyżowały. Nasi dwaj przewodnicy postanowili pokazać nam więcej niż moglibyśmy normalnie zobaczyć, zaproponowali Agacie, że mogą zabrać ją na sam szczyt góry, gdzie wjazd normalnie jest zabroniony. Oczywiście nie było mowy żeby nie skorzystać z takiej propozycji, chyba nas polubili. Helmut zabrał więc Agatę, a ja z Piotrkiem i Stephanem czekałam na nich przy mecie prologu. Widoki rozciągające się wokół były niesamowite i moglibyśmy tam spędzić jeszcze wiele czasu, nawet pogoda okazała się być w końcu łaskawsza i nie dość, że przestało padać, to jeszcze pojawiło się słońce. Przez cały czas w koło było słychać ryk silników, tylko od czasu do czasu zapadała cisza. Coś niesamowitego!
| Najlepiej podziwiać okolice z motocykla, lub podczas przerwy w jeździe. |
 |
|
fot. Agata Gregorek
|
W drodze powrotnej niestety zaliczyłam małą wywrotkę, która kosztowała mnie stłuczony nadgarstek. Na początku byłam przekonana, że dam radę zjechać do samego dołu, niestety za bardzo bolała mnie ręka. Helmut jadący ze mną zaproponował żebym zostawiła motocykl i zjechała na dół z Piotrkiem, a oni go potem zwiozą. Biorąc pod uwagę fakt, że czekały nas jeszcze dwa dni jazdy, tak właśnie zrobiłam. Jazda jako pasażer na crossie też może dostarczyć wiele emocji, przejażdżka była genialna. Po powrocie do biura prasowego od razu umówiliśmy się na kolejny dzień! Ja zostałam jeszcze odesłana do lekarza, żeby sprawdzić co z moją ręką. Uspokojono mnie, że jeżeli nie będę w stanie kolejnego dnia jeździć na moto sama, to zorganizują mi inny środek transportu. Organizacja rewelacyjna! Na szczęście obyło się bez złamania, czy pęknięcia, maść i zimny okład na stłuczenie, które dostałam powinny więc pomóc. Po tylu emocjach, przyszedł czas na odpoczynek. Powrót do pensjonatu, szybki prysznic, kolacja i wracamy na imprezę! Jeszcze więcej ludzi, jeszcze bardziej zwariowani i do tego ich szalone pomysły, zjazdy na ławkach, tańce na stołach, wspinanie się pod dach namiotu. Extreme to mało!
Dzień trzeci - przejażdżka, prolog
Niestety sobota przywitała nas znów gorszą pogodą. Poza padającym deszczem, strasznie wiało i zrobiło się bardzo zimno. Mimo wszystko postanowiliśmy, że aura nie popsuje nam dobrej zabawy. Na popołudnie byliśmy umówieni z przewodnikami, mnie ręka nadal bardzo bolała, ale doszłam do wniosku, że nie ma co się nad sobą użalać, taka wyprawa i tak okazja szybko się nie powtórzy. Wzięłam więc kilka leków przeciwbólowych i uznałam, że dam radę. Tym razem przywitali nas inni przewodnicy, w sumie było ich ponad dwustu, więc ciężko było trafić na tych samych. Pokazali nam jeszcze inne miejsca, niż te które widzieliśmy poprzednio, mogliśmy dobrze rozeznać się w topografii góry i zaplanować miejsca do zrobienia zdjęć podczas głównego niedzielnego wyścigu. Ta góra naprawdę robi ogromne wrażenie i nie na darmo nosi miano „żelaznej góry"! Karl Katoch, jeden z pomysłodawców Erzbergrodeo, trafił w dziesiątkę z taką imprezą!
| Dziewczyny podczas przejażdżki motocyklowej. |
 |
|
fot. z archiwum Agaty Gregorek
|
Organizatorzy pilnowali, aby wszyscy, nawet pracujące tam osoby, mogli dobrze się bawić. Miałam okazję być na wielu zawodach różnej rangi, ale pierwszy raz spotkałam się z takim traktowaniem mediów. Duża piątka za to dla organizatorów! Po powrocie do biura prasowego otrzymaliśmy informacje odnośnie planu działania na niedzielę, gdzie mamy się stawić i o której wyruszymy z naszą grupą na trasę. Wokół parku serwisowego cały czas trenowali zawodnicy, było tam kilkanaście podjazdów więc mogli spokojnie przygotowywać się do niedzielnego finału. W parku serwisowym palenie gumy, grille i całkiem niezła impreza były na porządku dziennym. Pierwszy raz w życiu widziałam w jednym miejscu tyle motocykli. Nie mogłam wyjść z podziwu. Nie darowałabym sobie gdybym w tym roku tam nie pojechała. Wśród tłumów spotkaliśmy Konrada, zawodnika z Polski na co dzień mieszkającego w Austrii, który po raz trzeci stanął do rywalizacji w zawodach, ale dopiero w tym roku udało mu się awansować do pierwszej pięćsetki. Chwilę porozmawialiśmy, opowiadał nam o torach motocrossowych w Austrii i o tym jak i gdzie można tutaj trenować. Z jego opowieści po raz kolejny wyłania się obraz tego, jak wielka dzieli nas przepaść od innych krajów europejskich, gdzie motocyklistów nie traktuje się jak „zło", a umożliwia trenowanie i zabawę w bezpiecznych warunkach, chroniąc jednocześnie miejsca publiczne. To niestety jeszcze dłuuugo się nie zmieni. Potem przyszedł czas na kolejną imprezę! Coraz bardziej zaczynało mi się podobać, pewnie dlatego, że poznałyśmy wiele fajnych i bardzo interesujących osób z całego świata. Fajne było też to, że ludzie nas rozpoznawali mimo, iż w ciągu dnia widzieli nas przede wszystkim w kaskach i strojach offroadowych.
Dzień czwarty - Red Bull Hare Scramble!
Niedziela 26 czerwca, najważniejszy dzień z całego wyjazdu. Tego dnia Tadek Błażusiak miał szansę potwierdzić, że jest najlepszym zawodnikiem Extreme Enduro na świecie i po raz piąty wygrać Red Bull Hare Scramble. Z przewodnikami byliśmy umówieni o godzinie 11, start zawodów zaplanowano na 12.
| Nie zabrakło polskich kibiców. |
 |
|
fot. Agata Gregorek
|
Z hotelu wyjechaliśmy przed godziną dziesiąta, żeby spokojnie dotrzeć na czas. Jak się okazało była to dobra decyzja, gdyż przy wjeździe utworzył się gigantyczny korek, a my poruszaliśmy się w żółwim tempie, ale mimo wszystko zdążyliśmy dojechać na czas. Przy parku serwisowym i na parkingach wokół tysiące ludzi i jeszcze więcej motocykli niż w dniach poprzednich. Teraz dopiero jest tu zamieszanie. Zostawiamy samochód, zabieramy motocykle i pędzimy do biura prasowego. Dostajemy dwóch przewodników, jedziemy w grupie dziesięcioosobowej. Znowu pada, ale to wyjątkowo nam nie przeszkadza. Pół godziny przed startem wyruszamy, będziemy oglądać start z góry. Na co dzień kopalnia, a raz w roku góra Erzberg zamienia się w tętniące życiem offroadowe miasteczko, przyciągające największych wariatów i najlepszych zawodników na świecie. Na starcie obok Tadka, stawiły się takie gwiazdy motorsportu jak Cyril Despres, Chrei Birch, Graham Jarvis, Dougie Lampkin, Andreas Lettenbichler, Xavier Galindo i wielu wielu innych. To prawdziwe święto dla wszystkich fanów enduro na całym świecie.
| Tak trudną trasę można zobaczyć tylko na Erzbergrodeo! |
 |
|
fot. Agata Gregorek
|
Punktualnie o godzinie 12 z linii wystartowało pierwszych pięćdziesięciu zawodników. Na prowadzenie wysunął się nikt inny jak Taddy, to on od samego początku nadawał tempo całej rywalizacji. Obejrzeliśmy jeszcze kilku innych zawodników i ruszyliśmy do check pointu nazwanego „Badewanne". Był to bardzo stromy podjazd, a z powodu padającego non stop deszczu był jeszcze bardziej śliski niż zwykle. Za prowadzącym Tadkiem, w bardzo dobrym tempie jechali Jarvis, Walker i Lampkin. Tłumy kibiców przewijały się przy każdym z ciekawszych podjazdów. Kibice byli dowożeni specjalnymi autobusami lub wchodzili na górę pieszo. W wielu miejscach na trasie obowiązywała tzw. „no help zone", gdzie zawodnicy nie mogli korzystać z bezpośredniej pomocy osób trzecich. Jednym z takich miejsc był odcinek nazwany Carl's Dinner. Najpierw obserwowaliśmy to miejsce z góry, pełen podziw, stromy zjazd po gigantycznych kamieniach, kilku zaliczyło tu delikatne gleby, a potem do pokonania mieli kilometrowy odcinek wzdłuż wytyczonej linii po ogromnych głazach.
Ciężko po czymś takim przejść, a co dopiero przejechać motocyklem. Chwilę poobserwowaliśmy wszystko z góry, a później przewodnicy zaprowadzili nas bliżej check pointu. Oglądaliśmy walkę takich zawodników jak Cyril Despres (trzykrotny zwycięzca Rajdu Dakar) czy Dougie Lampkin (dwunastokrotny mistrz świata w Traialu). Mistrzowie w swoich kategoriach, nie mieli łatwo. Nawet tak wytrawnym zawodnikom jak oni przejazd po kamieniach sprawił wiele problemów. Tam właśnie błąd popełnił Tadek, pojechał złą linią, a wtedy wyprzedził go Graham Jarvis, co nie było dla nas dobrą wiadomością. Tutaj jednak walka toczy się na każdym metrze i nawet najmniejszy błąd może kosztować bardzo wiele.
| Ciężko po czymś takim przejść, a co dopiero przejechać motocyklem. |
 |
|
fot. Agata Gregorek
|
Staliśmy grupą przy szesnastym check poincie. Z lasu wyjechał jako pierwszy Graham Jarvis. Brytyjczyk jechał fenomenalnie. Niestety zamiast podjechać do sędziego minął go przejeżdżając u podnóża skarpy na której ten stał. Stojący niżej fotoreporterzy oraz zgromadzeni kibice zaczęli krzyczeć i pokazywać mu żeby się wrócił, niestety tego nie zrobił. Jak się później okazało, ten błąd kosztował go wygraną!
Tuż za Grahamem z lasu wyjechał Tadek Błażusiak, któremu podpowiedzieliśmy gdzie ma najlepszy tor jazdy. W ten sposób można było w tym miejscu pomagać, nie można za to było dotykać motocykla zawodnika. Ponieważ byłyśmy świadkami zajścia z Jarvisem, Tadek otrzymał od nas informację o ominiętym check poincie przez jego największego rywala. Mógł w tym momencie trochę odpuścić i skoncentrować by nie popełnić kolejnego błędu i znów nie dać się wyprzedzić. Rywalizacja w tym miejscu dostarczyła nam ogromnych emocji, już w tym momencie wiedzieliśmy, że jeżeli po drodze nic się złego nie wydarzy, Polak po raz piąty z rzędu wygra Red Bull Hare Scramble! Razem z przewodnikami pojechaliśmy w jeszcze kilka miejsc, w tym w okolice podjazdu usytuowanego w głębokim lesie. To co tam się działo przechodzi wszelkie granice, podjazd wyglądał jak cmentarzysko motocykli. Maszyny były wciągane pod górę przy pomocy lin, zawodnicy mimo ogromnego zmęczenia nie poddawali się i próbowali po raz kolejny pokonywać ten sam podjazd. A co najważniejsze nie tracili przy tym dobrego humoru. Naprawdę ogromny podziw i szacunek dla nich.
| Taddy Błażusiak |
 |
|
fot. Agata Gregorek
|
W między czasie otrzymaliśmy informację od Wojtka Błażusiaka o oficjalnej dyskwalifikacji Grahama Jarvisa i zwycięstwie Tadka! Ogromny sukces polskiego zawodnika. Rywalizacja trwała jeszcze bardzo długo, udało nam się zobaczyć jeszcze kilka niesamowitych podjazdów. Wielu zawodników postanowiło zrezygnować z dalszej walki, inni nie poddawali się i jechali dalej. Kiedy zjechaliśmy już na metę, trafiliśmy na ceremonię dekoracji zwycięzców. Metę XVII- ej edycji Red Bull Hare Scramble ukończyło zaledwie dziewięciu zawodników z pięciuset startujących tego dnia. Wyścigu nie ukończył m.in. Graham Jarvis, Cyril Despres czy Andreas Lettenbichler. Wśród Polaków bardzo dobrze pojechali Sebastian Krywult, który był 19 oraz Marcin Frycz, który ukończył rywalizację na 27 pozycji. Ostatecznie w pierwszej pięćsetce znalazło się dziewiętnastu reprezentantów naszego kraju. W nagrodę pierwsza trójka otrzymała pamiątkowe kamienie, dodam, że bardzo ciężkie kamienie. Po raz kolejny niewielka miejscowość Eisenerz zrobiła się biało czerwona i to za sprawą jednego człowieka. Wielkie gratulacje dla Tadka Błażusiaka oraz dla wszystkich Polaków startujących w tym morderczym wyścigu!
Rywalizacja pań
Warto zaznaczyć, że na górze Erzberg rywalizują również panie, mają one osobną klasyfikację Lady Cup - w tym roku startowało 21 zawodniczek: 14 kobiet z Austrii, 5 Niemiek, 2 Włoszki i 1 Brytyjka. W większości są to panie zrzeszone w większych, męskich teamach, ale tutaj mogą się zmierzyć jedynie z rywalkami. Do pięćsetki awansowała jedna zawodniczka, Niemka Christine Wiesner, jadąca na Husaberg'u Te 250.
http://www.erzbergrodeo.at/jart/prj3/mm/data/uploads/erzberg11/resultate/ebrvii_LadyCup.pdf)
Za nami niesamowite cztery dni fantastycznej przygody, która dostarczyła nam ogromnej dawki emocji, jazdy po cudownej górze Erzberg, miałyśmy okazję po raz kolejny poznać jeszcze większych wariatów niż my i zobaczyć do czego ludzie są zdolni, aby przełamywać własne słabości i dobrze się bawić. Zdecydowanie wracamy tam za rok!
Wyniki:
1 Tadeusz Błażusiak
2 Dougie Lampkin
3 Jonny Walker
4 Ben Hemingway
5 Xavier Galindo
6 Dan Hemingway
7 Taichi Tanaka
8 Chris Birch
9 Lars Enöckl
...
19. Sebastian Krywult
27. Marcin Frycz
56. Wacław Skolarus
62. Błażej Gazda
76. Paweł Kaim
90. Tomasz Łazarz
95. Przemysław Marszałek
105. Sebastian Baklarz
121. Michał Pyzowski
122. Adam Zych
147. Tomas Bury
259. Maciej Kania
260. Jacek Wachała
261. Adam Konarski
265. Paweł Łozowski
294. Jacek Was
412. Konrad Krauss
432. Tomasz Zych