© Edyta Wrucha (2011-10-24 08:33:45, aktualizacja 2011-10-24 09:05:06)
Polskie pilotki na zagranicznych oesach
Gabriela Bar wystartowała w rajdzie słowackim, a Małgorzata Malicka-Adamiec w niemieckim. Rywalizacja w niewielkiej odległości od polskich granic, były wielką przygodą dla naszych pilotek.
Rajd Koszyc
Rally Kosice po raz drugi zagościł w kalendarzu Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Polski. Jednak w przeciwieństwie do sezonu ubiegłego - tym razem słowackie zawody zakończyły zmagania w cyklu RSMP (14-15 października). Impreza z bazą w Koszycach, zaliczana była także do Pucharu Europy Strefy Centralnej CEZ-FIA i stanowiła dwie rundy mistrzostw Słowacji.
Wśród 68 załóg, które przystąpiły do rywalizacji w rajdzie, jedynie 22 z biało-czerwoną flagą na szybach reprezentowały nasz kraj. Z numerem 45 wystartował Rafał Rybacki w Renault Clio, któremu dyktowała, jedyna polska pilotka na trasie - Gabriela Bar.
Warunki na rajdzie do łatwych nie należały, bo trasy dla polskich załóg były raczej obce, a i pogoda rywalizacji nie ułatwiała. Opady i mgła utrudniały decyzję o doborze opon, do tego przyczepność (a raczej jej brak), nie pozwalała na rozwijanie satysfakcjonujących prędkości. To wszystko znacznie podwyższyło poziom trudności rajdu - na mecie znalazły się najwytrzymalsze załogi, które obrały skuteczną taktykę na te trudne warunki.
Szczęśliwie na mecie wraz ze swoim kierowcą, zameldowała się Gabriela Bar, a do tego załoga wygrała klasę N3 w RSMP! Ale niesprzyjających zdarzeń nie brakowało:
- Rajd Koszyc był dla nas dobrym zakończeniem sezonu. Trasy były szybkie, a nawierzchnia miejscami fatalna, dodatkowo w sobotę spadł deszcz, a na oesach i pojawiło się sporo błota i liści - walczyliśmy więc o przyczepność na każdym kilometrze. Nasze opony zupełnie nie dawały sobie rady w takich warunkach i ostatecznie na pierwszym oesie drugiej pętli Rafałowi nie udało się wyjść (z atrakcyjnego skądinąd) "slajdu", co skutkowało ścięciem drzewa i zawiśnięciem na płycie! Na szczęście miejscowa ludność romska mądrze pokierowana przez kibiców z Polski (którym bardzo serdecznie dziękujemy za pomoc i dostarczenie na serwis zderzaka), zdołała nas wynieść z rowu - dzięki czemu, choć z dużym opóźnieniem, mogliśmy kontynuować jazdę. Niestety pokonał nas jeden z kolejnych, lewych zakrętów... i tam już zakończyliśmy rajd. Samochód o własnych siłach wjechał do Parku Ferme, zatem nie jest bardzo zniszczony, niemniej Rafała czeka trochę pracy przy nim w długie zimowe wieczory... Mimo wypadku - system SuperRally pozwolił nam znaleźć się w klasyfikacji końcowej RSMP. System ten jednak nie obowiązuje na Słowacji, więc niestety straciliśmy niezłą pozycję w mistrzostwach Słowacji, do których także byliśmy zgłoszeni - wspomina Gabriela.
- Organizację Rajdu oceniam wysoko (choć w parku serwisowym było nieco mało miejsca), na wszystko było wystarczająco dużo czasu, nie było nerwowej atmosfery i - co najważniejsze, Słowacy mają wspaniałe nastawienie do zawodników - to faktycznie organizatorzy byli tam dla nas, a nie odwrotnie. Byłam pod wrażeniem przywitania, jakie zgotował nam Maros Suchac (wyznaczony ze strony słowackiej do kontaktu z zawodnikami), który także i później - w trakcie rajdu - chętnie służył pomocą, i wyjaśnieniem wszelkich kwestii regulaminowych, a także wspierał serdecznym uśmiechem. Ze Słowakami bez problemu można porozumieć się po polsku, więc w zasadzie nie było żadnej bariery językowej. Poza tym są to ludzie w większości niezwykle przyjaźnie nastawieni, uśmiechnięci i pomocni. BK przeszliśmy bez problemu. Bardzo podobało się nam także to, iż w trakcie zapoznania z trasą każdy oes mogliśmy przejechać dowolną ilość razy w określonych godzinach. Pomogło nam to dopracować opis. Najbardziej męcząca była droga, jaką musieliśmy pokonać, gdyż z Wrocławia jest to ok. 530 km w jedną stronę! Niemniej warto było i wrażenia, których mi ten rajd dostarczył sprawiają, że z niecierpliwością czekam na kolejny sezon - podsumowuje zawodniczka.
Rajd Lausitz
Od 29 września do 1 października odkrywkowe kopalnie niemieckiego Boxbergu stały się areną dla międzynarodowej rywalizacji w końcowej eliminacji tegorocznego Pucharu Łużyc 2011, rozegranej ramach 12 Rallye Lausitz. Zawody podzielone zostały na 2 poziomy rozgrywek - pierwszy „duży" rajd zaliczany był do klasyfikacji Deutsche Rallye Series oraz drugi - „mały" m.in. do klasyfikacji Międzynarodowego Pucharu Łużyc.
Na zawodników Pucharu Łużyc czekało 13 szutrowych odcinków specjalnych i niemal 167 kilometrów. Swoją walkę o punkty i tytuły zaczynali oni od 5 odcinka specjalnego, otwierającego drugi dzień zmagań. Szybkie, szutrowe, miejscami bardzo zdradliwe oesy o zmiennej charakterystyce i przyczepności cieszyły się popularnością wśród zawodników i kibiców, także z Polski.
Do rywalizacji w Laustiz Rallye wystartowało, aż 138 załóg m.in. z Niemiec, Polski, Czech, Holandii, Austrii oraz krajów skandynawskich. A chęć udziału w 3 rundzie Lausitz Cup wyraziło 31 załóg, z czego 15 z Polski.
Na trasie mogliśmy podziwiać dwie, polskie pilotki: Małgorzatę Malicką-Adamiec i Martynę Zarębską. Niestety załoga Ireneusz Pleskot i Martyna w Peugeocie 206 XS, zatrzymała się już po 4 kilometrach pierwszego odcinka specjalnego, na skutek awarii półosi.
Lepiej poszło drugiej załodze w takim samym Peugeocie, gdzie za kierownicą zasiadł Grzegorz Sikorski, a dyktowała mu Małgorzata:
- Rallye Lausitz to nasz debiut na luźnej nawierzchni, czyli ogromna niewiadoma, ciekawość i duże napięcie. Organizator przygotował 111 pięknych kilometrów oesowych na kopalnianych terenach wokół Boxbergu z dużą ilością hopek. Już od samego początku łatwo nie było, bo przyzwyczajeni byliśmy do trzech przejazdów na zapoznaniu z odcinkami i czuliśmy niedosyt po przejechaniu ich tylko dwukrotnie... Po pierwszej pętli i dość twardym lądowaniem po widowiskowej hopie - wiedzieliśmy już, że jedziemy dalej bez amortyzatorów! Jazda po szutrach łatwa nie jest, a w powietrzu utrzymywał sie kurz plus mocne słońce - to skutecznie ograniczało widoczność - mówi zawodniczka.
Patrząc na naszych polskich kolegów, którym zabrakło trochę szczęścia - to meta i 21 miejsce w generalce, a 4 w klasie A6 - jest dla nas duża satysfakcją! Dużo pracy przed nami ale po reakcji Grześka już wiem, że wykorzysta każdą okazję, by jeszcze powalczyć na szutrach! Specjalne podziękowania należą się Andrzejowi Łapkiewiczowi i Marcinowi Bąk za pomoc i wprowadzenie nas w tajniki niemieckiej biurokracji. Byliśmy także pozytywnie zaskoczeni ilością polskich flag na odcinkach, dziękujemy za doping i za przyniesienie tablicy rejestracyjnej z odcinka - podsumowuje Małgosia.
Podsumowując, obydwie pilotki świetnie sobie poradziły za granicami Polski. W tak odmiennych krajach - jedna pasja połączyła i zawodników, i kibiców!