© Katarzyna Dziewicka (2011-05-30 18:20:24, aktualizacja 2011-07-13 12:35:59)
Kobieta kierowca autobusu. Lubię kręcić kierownicą! Galeria
„Jestem niefotogeniczna i stara" - tak próbowała mnie zniechęcić do sobie moja bohaterka. A ponieważ łatwo się nie poddaję, poznałam na własnej skórze, jak można prowadzić autobus z promiennym uśmiechem i niebywałą lekkością.
| Drobna postać, mini i różowe rękawiczki. Pani Jola Bartnik jest kierowcą autobusu miejskiego w warszawskim MZA. Wozi pasażerów od 3 lat i jest bardzo szczęśliwa z tego powodu. |

|
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Za kierownicą się relaksuję. Uwielbiam jazdę samochodem, dlatego ta praca sprawia mi olbrzymią przyjemność - mówi Pani Jola z wdziękiem trzymając na wodzy osiemnastometrowego Solarisa.
Do MZA trafiła z urzędu pracy, gdzie z przeprowadzonego wywiadu jasno wynikało, co chciałaby robić. Najpierw zamierzała pójść na kurs prawa jazdy kategorii C+E.
- Pomyślałam, że na stare lata pojeżdżę sobie ciężarówkami - kokietuje .
Ale okazało się, że takiego kursu urząd akurat nie oferuje, natomiast są na kategorię D.
- W sumie nie robiło mi to różnicy. Lubię ludzi, więc mogę ich wozić - powiedziała kiedy okazało się, że może skorzystać z kursu na kategorię D.
Została skierowana na kurs i po zdaniu egzaminu (za pierwszym razem!), rozpoczęła pracę.
- Chciałam później zrobić jeszcze prawo jazdy kategorii C+E, ale w końcu zrezygnowałam ze względu na ciężką pracę towarzyszącą przewozowi towarów.
Zła kalkulacja
| Koledzy dawali jej 3 miesiące. Ci, którzy zrobili zakłady, sporo stracili. |
 |
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Mówili mi: nie wytrzymasz. Praca rzeczywiście jest ciężka. Na początku, gdy wracałam do domu, od razu zasypiałam. Zmęczenie jest straszne po 10 godzinach jazdy. Trzeba ciągle uważać, mieć oczy wokół głowy, a do tego dochodzi świadomość, że wiezie się ludzi i jest się odpowiedzialnym za ich bezpieczeństwo.
Pani Jola pracuje na 2/3 etatu, co oznacza, że przypadają jej do obsługi linie, które pozostały po rozdzieleniu pomiędzy pełnoetatowych pracowników MZA. Dzięki temu jeździła już różnymi autobusami, które są w jej zajezdni. Dobrze zna Solarisy i Jelcze. Przez dziewięć miesięcy miała też okazję prowadzić, już wymierające na naszych ulicach, węgierskie Ikarusy. Jednak podkreśla, że chociaż dobrze sobie z nimi radzi i nawet je lubi, to prowadzenie tych autobusów jest ciężkim wysiłkiem fizycznym.
Wciąż zdziwienie
| Coraz więcej kobiet prowadzi autobusy. Już nie jest to tak rzadki widok jak jeszcze kilka lat temu. W samym MZA jest zatrudnionych około 60 pań. Jednak okazuje się, że i pasażerowie i kierowcy, nie obyli się jeszcze z tym widokiem. |
 |
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Gdy jest zima, kierowcy proszą pasażerów o omijanie pierwszych drzwi. Poprosiłam pana, który szedł w moim kierunku, żeby wysiadł innymi drzwiami, a on mi odpowiedział, że nie zmierza do wyjścia, tylko chce sobie mnie obejrzeć. Gdyby wiedział, że kobieta prowadzi autobus, to by nie wsiadł. Zaczęłam się śmiać, że ma dwa wyjścia: może usiąść i się modlić albo wysiąść. Jedni kierowcy są bardzo zdziwieni, inni na widok kobiety prowadzącej autobus potrafią nawet siarczyście zakląć. Ale zdarzają się też bardzo miłe reakcje.
| Pani Jola nie narzeka, jak jej koledzy z pracy, że nie może wyjechać z przystanku. |
 |
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Podobno widać mnie w lusterku - śmieje się i dodaje: - Jak chcę włączyć się do ruchu, nie mam z tym nigdy problemu.
Poza małymi i nieistotnymi wyjątkami, spotyka ją na drodze wiele życzliwości.
- Jestem przekonana, że zawdzięczam to nie tyle swojej płci, co pogodzie ducha. Zdarzają się też obserwatorzy. Kiedyś stanął koło mnie mężczyzna i obserwował, jak prowadzę przez dobre pół godziny. W końcu powiedział, że jest zawodowym kierowcą i jeździł ciężarówkami przez 30 lat. A teraz nie może wyjść z podziwu, z jaką lekkością prowadzę 'tego potwora'" - śmieje się moja rozmówczyni.
Kobiety bardzo często jeżdżą, bo to lubią, rzadko zdarza się, że są zmuszone przez życie do takiej pracy. Zajęcie, które sprawia nam frajdę, a jednocześnie daje utrzymanie naszej rodzinie, jest jak wygrany los na loterii. Oferuje spełnienie i uznanie w oczach pracodawcy.
- W swoim życiu robiłam rożne rzeczy... Pracowałam w biurze, na produkcji, miałam również swoją firmę, ale to wszystko nie dawało mi satysfakcji, było dla mnie męczące... W tej chwili jeżdżę i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa - kwituje Pani Jola.
Również wśród kolegów z pracy kobiety mogą znaleźć sprzymierzeńców i wrogów.
- Zdarzają się panowie, którzy uważają, że kobiety nie nadają się do prowadzenia autobusów i są bardzo niezadowoleni, że nie mogą tego zmienić. Męska ambicja nie pozwala im tego zaaprobować. Ale nie brakuje też i takich, którzy podziwiają swoje koleżanki i im kibicują.
Praca jak każda inna...
Wśród uśmiechów i zachwytów, pojawia się w naszej rozmowie kropelka goryczy. Okazuje się, że nie każdy z szacunkiem odnosi się do zawodu kierowcy.
- Czasami słyszę: a bo to taka praca..., jak ty możesz tak jeździć? A praca jak każda inna. Na pewno bardzo męcząca, na pewno odpowiedzialna, ale jeżeli się to lubi, to czemu nie?
Ludzie często nie zdają sobie sprawy, z czym wiąże się prowadzenie autobusu. Zdarza się, że pasażerowie denerwują kierowcę, nie wiedząc, że to może być już jego 9. godzina za kierownicą. Warto o tym pamiętać, zanim wdamy się w nieprzyjemną dyskusję.
- Kierowca jest w stresie w zasadzie non-stop. Musi uważać na innych uczestników ruchu drogowego, zapewniać bezpieczeństwo pasażerom i wysłuchiwać ich skarg. Jest łatwym celem dla osób, które chcą rozładować swoje emocje. A szkoda... - zamyśla się Pani Jola.
Pytam więc po co? Czy warto się szarpać? Na co dostaję rozbrajającą odpowiedź:
- Robię to, co kocham i jeszcze mi za to płacą!
| Cóż można chcieć więcej? Pani Jola zapewnia i ja jej wierzę, że trudno ją wyprowadzić z równowagi. Nie wyklina kierowców zajeżdżających jej drogę i wykazuje wiele zrozumienia i wyrozumiałości dla pasażerów. Jak przyznaje, lubi rozmawiać z ludźmi i czasem sama naciąga ich na pogaduszki. |
 |
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Najsłabszą stroną tego zajęcia jest brak rozmowy. Jestem gadułą i tego brakuje mi najbardziej.
I chyba w tym właśnie tkwi jej sekret... Uśmiech, tak jeszcze rzadki na naszych ulicach, sprawdza się w tej pracy.
Zmiana popołudniowa
| Kierowcy jeżdżący razem z Panią Jolą mogą wybrać sobie system pracy, jaki najbardziej im odpowiada. Zasada jest następująca: jazdy na zmiany albo tylko kursy ranne, albo popołudniowe, albo nocne. Nasza bohaterka jeździ popołudniami, bo lubi się wysypiać, a kursy poranne wymagają wstawania o drugiej w nocy. |
 |
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- To nie dla mnie! Choć oczywiście na rannych zmianach też jeździłam..Nie mam dodatkowego zajęcia, córki są dorosłe, więc mogę jeździć, gdy jest taka potrzeba - przyznaje.
 |
|
fot. Katarzyna Dziewicka
|
- Do 22.30, kiedy zjazdy są sporadyczne, zazwyczaj zjeżdża się płynnie. Gorzej jest o 23.30, gdy większość autobusów kończy. Wtedy zdarza się, że trzeba czekać 45 minut, zanim się wjedzie na zakład - opowiada.
Moja bohaterka to przykład kobiety, która po prostu lubi jeździć. Przy okazji ulubione zajecie stało się jej sposobem na życie. Odnalazła to za czym tęskni wielu z nas - swoje powołanie.
Źródło: Truck & Van
www.truck-van.pl